czwartek, 19 września 2013

Ciężkie jest życie sędziego.

Coraz częściej różne turnieje są zaopatrywane w "dozwolone pomoce" - challenge, sokole oka, które mają za zadanie zweryfikować, czy piłka była w korcie, czy tuż poza nim. Niektórzy uważają, że z tego powodu rola sędziów jest mniej ważna. To oczywiście nieprawda, bo ludzie w tym zawodzie cały czas, bez względu na udogodnienia, wkładają tyle samo wysiłku. Chodzi tu zarówno o sędziów głównych, liniowych, czy tych mało widocznych, ale nie mniej potrzebnych - supervisorów. Mimo tych starań zdarzają się słabsze momenty w ich pracy, a też czasami są prowokowani przez zawodników, nierzadko uważających się za osoby, którym należy się podporządkować i oni tylko rządzą na placu gry.

Bez wątpienia najciekawsze postacią, która lubiła postawić na swoim (nie tylko podczas sporów z prowadzącymi mecz) był John McEnroe. "Bachor", bo tak go nazywano, często nie panował nad swoimi emocjami i potrafił nawet "dobrać" się do stołka sędziowskiego, co stało się, niestety, jego znakiem rozpoznawczym. Patrząc na tamte czasu można wywnioskować, że było to swego rodzaju preludium do tego, co dzieje się obecnie, a utarczki teraz są na porządku dziennym.

Zapewne mało osób wie, kto to jest Shino Tsurubuchi. Jednak wszystkim rozjaśnią się umysły, gdy powiem, że to ta słynna sędzia liniowa z półfinałowego meczu US Open 2009 pomiędzy Sereną Williams a Kim Clijsters. Właśnie Japonka przy stanie 4:6 5:6 15-30 patrząc od strony Amerykanki, przy drugim jej serwisie, wykrzyczała chyba najbardziej zapadające w pamięć "foot fault". Rozjuszyło to niemiłosiernie wówczas 11-krotną triumfatorkę turniejów wielkoszlemowych, która pod wpływem emocji wykrzyczała (podobno) w stronę sędziny, że ją zabije, oraz że weźmie piłkę i włoży jej do gardła (oczywiście wszystko ubarwione niezastąpionymi słowami). Tsurubuchi  zgłosiła tę sytuację ówczesnej sędzi głównej - Szwedce Louise Engzell, a interweniował nawet główny supervisor - Brian Earley. Serena została ukarana stratą punktu, co w ostatecznym rozrachunku spowodowało przegraną całego spotkania.

Amerykanka zaskakująco często bierze udział w tych niezręcznych sytuacjach. W 2011 roku, również podczas nowojorskiego Wielkiego Szlema, tym razem w finale zaszła jej za skórę Eva Asderaki. Podczas jednej z wymian Williams wygrała piłkę, ale wykonała okrzyk jeszcze zanim późniejsza triumfatorka - Sam Stosur odbiła ją. Greczynka była w tym momencie bezwzględna i przyznała punkt Australijce. Serena, jak to u niej bywa, musiała to skomentować. Tym razem powiedziała w stronę sędzi, że jest nieatrakcyjna (łagodnie mówiąc). Za to musiała zapłacić grzywnę i oczywiście przeprosić. Co ciekawe, później Amerykanka śmiała się z tego w filmie o niej samej i siostrze Venus.

Jednak nie zawsze błąd stoi po stronie tej zawodniczki. Wystarczy tu przytoczyć ćwierćfinał (tak, zgadliście, US Open) 2004 i pojedynek z Jennifer Capriati, który wówczas sędziowała Mariana Alves. Chociaż słowo "sędziowała" w pewnych momentach jest tu bardzo mocno nadużywane. Portugalka popełniała karygodne błędy. Szczególnie w pamięci zapisał się moment z drugiego seta, przy stanie 5:4 40-40 (serwis Williams). Po świetnym jej bekhendzie wzdłuż linii (gdzie piłka wylądowała przed linią oddzielającą od korytarza deblowego) Portugalka skorygowała liniowego i przyznała punkt Capriati. Po tych "wyczynach" ta sędzia została na jakiś czas zawieszona.

Żeby nie było "jednorodnie", to nie popisują się też panowie, a mianowicie Kader Nouni. Tutaj szczególnie warto wspomnieć o meczu pierwszej rundy z Doha 2011, pomiędzy Agnieszką Radwańską a Lucie Safarovą. W pierwszym secie, przy stanie 5:4 15-15 liniowy po uderzeniu Czeszki wywołał aut, który natychmiast skorygował. Polka wzięła challenge, który pokazał, że piłka minimalnie zahaczyła linię. Była potem przekonana, że należy się powtórka wymiany. Francuz pozostał nieugięty, nie pomogły nawet płacz i wizyta supervisora. Co ciekawe, po spotkaniu WTA przyznała, że to był błąd sędziego i wystosowała oficjalne przeprosiny.
Sytuacja z "hawk-eye" i Kaderem Nouni była też podczas Australian Open 2012. W meczu drugiej rundy, w którym grali David Nalbandian i John Isner, i stanie 8:8, Amerykanin trafił serwisem w linię. Argentyńczyk długo czekał z wykorzystaniu challengu, a gdy go wziął, sędzia stwierdził, że jest zbyt późno na to, co nie spodobało się Argentyńczykowi (zresztą to nie był jedyny jego wybryk). Tutaj jednak osobiście trzymam stronę Francuza, myślę, że nie trzeba tłumaczyć dlaczego.

Wracając do Nalbandiana, nie należy zapominać o jego wybuchu agresji podczas finału na Queen's Clubie 2012 z Marinem Cilicem. Kopnął on wtedy w bandę okalającą sędziego liniowego, która złamał i poważnie kaleczył mężczyznę, za co został zdyskwalifikowany.
Na sam koniec zostawiłem naszą rodzimą, najlepszą sędzinę - Gabrielę Załogę. Nieprzyjemny moment spotkał ją w Australian Open 2008, podczas jednego z meczów Any Ivanovic. Serbka była poddenerwowana, gdy dowiedziała się, że sokole oko nie działa. Zapamiętała to do końca spotkania i na "pożegnanie" nie podała ręki Polce.

Podsumowując te wszystkie sytuacje widać, że sędziowie często muszą walczyć z dość wybuchowym temperamentem zawodników. To powoduje, że ci ludzie muszą mieć naprawdę nerwy ze stali i niesamowite podejście do tenisistów. Muszą też bacznie obserwować wszystko, co dzieje się na korcie, szczególnie, że dużą część sporów powodują wspomniane na samym początku systemy elektronicznego sprawdzania śladów, chociaż oczywiście sędziowie też nie pozostają nigdy bez winy, szczególnie popełniając kardynalne błędy. Pamiętajmy jednak, żeby nie traktować tych ludzi jak przedmioty, tylko jak pełnoprawnych "obywateli" tego środowiska, bo wierzcie albo nie, że nie zawsze chcielibyśmy być w ich skórze.

niedziela, 15 września 2013

Niewykorzystana szansa.

W tym roku mija dokładnie 75 lat gry polskiej reprezentacji podczas najbardziej prestiżowego drużynowego turnieju - Davis Cup. I właśnie taki okres musieliśmy czekać, aby pierwszy raz w historii awansować do "play-off", z którego już mały kroczek dzielił nas od Grupy Światowej, tej upragnionej, rywalizującej o puchar i chwałę.

Losowanie nam na początku sprzyjało. Australia to z całą pewnością lepiej niż Hiszpania. Potem wszyscy zastanawiali się nad nawierzchnią, która najmniej sprzyjałaby rywalom. Padło na czerwoną mączkę. I można powiedzieć, że tutaj kończą się dobre słowa. Im bliżej tego pojedynku, tym więcej gorszego. Fatalna w ostatnim czasie forma Łukasza Kubota i Jerzego Janowicza, którego ostatecznie wyeliminowała kontuzja. Przeciwnicy świętowali za to niesamowite wyczyny Lleytona Hewitta na Flushing Meadows, kiedy wygrał m.in. z byłym triumfatorem - Juanem Martinem del Potro. Miny polskich kibiców zrzedły.

Wszystko zaczęło się potwierdzać już w piątek na warszawskim Torwarze. 32-letni Australijczyk nie dał w pierwszym meczu kompletnie żadnych szans rok młodszemu reprezentantowi naszego kraju. Następnie wyszli "młody gniewny" Bernard Tomic i kolejny polski weteran - Michał Przysiężny. Mimo że miał piłki setowe, nie wykorzystał ich. Pierwszy dzień - 0:2. Drugi poprawił lekko nasze humory. Fyrstenberg i Matkowski wygrali, ale bardzo męczyli się z Chrisem Guccione i 18-letnim Nickiem Kyrgiosem (wcześniej miał grać zamiast niego Hewitt). Trzeci dzień cudu nie przyniósł, Kubot "poprawił" swój bilans przegranych meczów po Wimbledonie, a Tomic po bardzo dobrym serwisie zapewnił awans Australii do Grupy Światowej.

Można powiedzieć, że po tych kilkudziesięciu latach historia zatoczyła koło. Pierwszy występ Polaków również rozegrany w Warszawie, też na ziemi, też przegrany - 0:5 z Wielką Brytanią. Wgłębiając się w osiągnięcia naszej reprezentacji warto wspomnieć, że naszym najlepszym singlistą był Bartłomiej Dąbrowski, którego bilans wynosi 28-19. Za to Tadeusz Nowicki występował w tych zawodach aż 16 lat. Zostając przy liczbach, Polakom najlepiej grało się do tej pory z Estonią (5-0), a sen z powiek spędzali Włosi (0-9). Najmłodszym zawodnikiem w ekipie był Wojtek Kowalski (16 lat 208 dni podczas meczu deblowego z Wojtkiem Fibakiem 5 maja 1984, za rywali mieliśmy Greków i wygraliśmy 4-1). Najstarszy za to Władysław Skonecki w dniu przegranego meczu z Brazylią miał 41 lat i 309 dni.
Powracając do teraźniejszości, to nasza ekipa w rankingu zajmuje 21. miejsce (wyprzedzamy np. Rosję i Wielką Brytanię). Kapitanem jest Radosław Szymanik, który w 2007 zastąpił Pawła Geldnera.

Coraz częściej w polskim sporcie zastanawiamy się nad przyczynami porażek. Akurat w tym pojedynku był to brak Jerzego Janowicz i słaba forma Łukasza Kubota. Ale należy się też zastanowić, jak poprawić to późniejszym okresie. I nie przez przypadek podałem tutaj wiek najmłodszego i najstarszego zawodnika, bo właśnie to, według mnie, jest problemem. Jeśli chodzi o singlistów to oprócz Jerzego Janowicza pozostali to stara gwardia, grający dobre kilka lat. A w rankingu nie widzę godnych, młodych następców. No, może poza bardzo obiecującym triumfatorem juniorskiego deblowego US Open, 17-letniego Kamila Majchrzaka. Chociaż wejście na dobre do tenisa zawodowego może trochę potrwać, a nie należy go rzucać na głęboką wodę (tak jak np. singlowego zwycięzcy juniorskiego US Open - równolatka Polaka, Chorwata Borny Corica, który w Davis Cup swój pierwszy mecz rozegrał z Andy Murrayem).

Jak widać, to nie jest taki błahy powód, a żeby go rozwiązać potrzeba kilku lat ciężkiej pracy, bo już niedługo trzeba będzie zapełnić lukę po Kubocie i Przysiężnym, jeśli chcemy piąć się w szczeblu i awansować do Grupy Światowej. Póki co pierwsza szansa została niewykorzystana.

sobota, 31 sierpnia 2013

Nowa nadzieja.

Podczas drugiego dnia wielkoszlemowego US Open miała miejsce jedna z największych sensacji tego turnieju - 17-letnia Amerykanka Victoria Duval po bardzo zaciętym meczu odprawiła z kwitkiem mistrzynię tego turnieju z 2011, Samanthę Stosur. (Z drugiej strony Australijka poza wygraniem w Carlsbadzie w tym sezonie nie popisywała się dobrą formą.) Niestety z tego nowojorskiego snu brutalnie wybudziła ją Słowaczka Daniela Hantuchova, która oddała jej pięć gemów.

Swoją przygodę z Wielkim Szlemem seniorskim zaczęła rok temu, właśnie tutaj. Wtedy z racji tego, że wygrała mistrzostwa do lat 18 organizowane przez amerykańską federację USTA, otrzymała dziką kartę. Trafiła fatalnie, bo na Kim Clijsters, z którą ugrała cztery gemy, ale pozostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie. Obecnie zajmuje 296. miejsce w rankingu, a w tym sezonie jej największymi osiągnięciami były drugie rundy w Memphis i Miami w pierwszej części sezonu, gdzie uległa odpowiednio Kristinie Mladenovic i Jelenie Jankovic.

Victoria Duval, mimo że na świat przyszła w Miami, to większą część dzieciństwa spędziła w Haiti, gdzie trenowała w akademii w stolicy tego państwa - Port-au-Prince. Jej trenerem jest Nick Bollettieri, który ma swoją siedzibę też w Bradenton, gdzie Duval mieszka, wśród takich sław jak Maria Sharapova, Tommy Haas, czy Iva Majoli. Ulubionymi zawodniczkami są siostry Williams. Często podkreśla w wywiadach, że są one dla niej wielką inspiracją i jej marzeniem jest zdobycie chociaż połowy tego, co najsłynniejsze siostry zapisały na swoim koncie.
Najwierniejszym fanem Amerykanki jest z całą pewnością jej własny ojciec, doktor. Podczas tragicznego trzęsienia ziemi w Haiti poważnie ucierpiał. Został zasypany na 11 godzin. Okazało się, że miał złamane nogi, ramię, pięć pękniętych żeber i przebite płuco. Mimo tych poważnych obrażeń wyzdrowiał i powrócił na Florydę, aby zobaczyć jak rozwija się jego utalentowana córka, a we wtorek siedział uszczęśliwiony na trybunach Louis Armstrong Stadium.

Wracając do tych inspiracji Sereną i Venus, to widać to w stylu gry Duval. Bardzo mocno, jak na taki wiek, uderza piłkę,  chociaż czasami nierozważnie, co przekłada się na dużą ilość niewymuszonych błędów. Jednak ma to też plusy, bo rywalki z tego powodu zajmują pozycje obronne i w pewien sposób "zmuszane" są do złego odegrania. Nie należy zapominać, że Victoria ma przed sobą jeszcze wiele treningów, na których musi się szkolić technicznie, poprawiać się i wprowadzać nowe elementy do gry, które jeszcze bardziej utrudniają rywalkom zmagania się z nią w następnych latach.

Bardzo mnie ciekawi, jak będzie w przyszłości spisywała się ta zawodniczka i oby nie skończyło się na hucznych zapowiedziach, jakoby była to wielka następczyni Sereny Williams. Nie raz okazywało się, że tenisiści i tenisistki, którzy brylowali w zawodach juniorskich nie dawali o sobie znać w seniorach. Mnie jednak się wydaję, że tej Amerykance już to nie grozi, bo zadebiutowała w takich zawodach i wie, kolokwialnie mówiąc, "z czym to się je". Potrzebna jest tylko i aż ciężka praca i hektolitry potów wylanych na szkoleniach.

Bardzo chcę, aby w czołówce rankingu był jakiś powiew świeżości. Jednak nawiązując do komentarza odnośnie 17-latki pod poprzednim postem, nie wyobrażam sobie, aby przez sezon lub dwa dała radę zagrać mecz jak równa z równą z Sereną lub Azarenką. Obecnie jest na to niestety za wcześnie. Zastanawiam się też, czy obecna nagonka na Victorię nie podłamie jej lekko psychicznie i stanie się tak, że nie wytrzyma presji z nią związanej, czego też kilka razy w tenisowym świecie doświadczaliśmy. Wydaję mi się, że to jest raczej mocno stąpająca po ziemi tenisistka (szczególnie po takich przeżyciach rodzinnych) i niedługo pokaże, na co ją stać, bo do drzwi czołówki już zapukała.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Małe jest wielkie.

W czołowej setce rankingu najwyższą tenisistką jest mierząca 188 cm Rosjanka Maria Sharapova. Dla porównania Amerykanka Lauren Davis to zawodniczka niższa od niej o 31 cm i w tym gronie ma tytuł najniższej. I właśnie o tenisistkach niskich wzrostem, ale jak się potem okaże wielkich duchem dzisiaj będzie poświęcony ten felieton.

Jeśli myślimy o niewysokich osobach, to od razu na myśl przychodzą Azjatki. I rzeczywiście tak jest, mamy m.in. Ayumi Moritę, Misaki Doi, czy niezniszczalną Kimiko Date-Krumm. Jednak o wiele większym fenomenem są zawodniczki pochodzące z Europy Południowej, a przede wszystkim z Włoch i Hiszpanii.

Liderką pośród nich jest bez wątpienia Sara Errani (164 cm), która w ubiegłym roku osiągnęła finał French Open i półfinał US Open, a w całej karierze wygrała 7 turniejów (6 na ziemi i 1 na "hardzie"). Znakomicie uzupełnia się z Robertą Vinci, z którą utworzyła obecnie najlepszy debel świata, mający na koncie 6 triumfów w różnych imprezach. Poza tym starsza z nich (163 cm) odniosła zwycięstwo w dziewięciu zawodach (6 x "cegła", 2x twarda, 1x trawiasta nawierzchnia). Kolejną z "wielkich" jest Francesca Schiavone (166 cm). Jej łupem padł przede wszystkim wielkoszlemowy French Open w 2010 roku, a także 5 innych turniejów (4 na czerwonej mączce i 1 na hardzie). Hiszpanki też nie pozostają w tyle. Tutaj mamy Lourdes Domingues Lino (163 cm) - dwukrotną triumfatorkę imprez (na ziemi), a także juniorskiego Rolanda Garrosa. Kolejną świetnie spisującą się osobą jest Carla Suarez Navarro, która nie ma na koncie triumfu w całych zawodach, ale aż pięć razy było o krok od tego wyczynu.
W tym sezonie swoje "drugie życie" zyskała też Rumunka Simona Halep. Już wygrała cztery turnieje (więcej zdobyła tylko Serena Williams), niedawno na twardym korcie w finale w New Haven nie dając żadnych szans Petrze Kvitovej (a właściwie Czeszka nie dała sobie szans).

Z racji tego, że właśnie nawierzchnia ceglana jest tą najwolniejszą, to właśnie na niej największe sukcesy odnoszą te zawodniczki, które opierają swoją grę przede wszystkim na technice i umiejętnym prowadzeniu wymian, zróżnicowanych uderzeniach, a nie na sile i przebijaniu cały czas z końcowej linii. Chociaż tutaj lekkim wyjątkiem jest Słowaczka Dominika Cibulkova (161 cm), która ma zupełnie inny styl gry, co spowodowało wygranie trzech imprez, wszystkich na kortach twardych. Jednak wracając do poprzedniego wątku, to warto podkreślić, że właśnie Włochy i Hiszpania są najpopularniejszymi krajami, w których znajdziemy czerwoną mączkę. Tutaj też jest "wylęgarnia" talentów, takich jak Nadal, Ferrer, Robredo, Garrigues, Sanchez Vicario, Martinez, i można tak wymieniać dalej.

Jednak żeby nie było tak idealnie trzeba dodać łyżkę dziegciu do tej beczki miodu. Coraz częściej widać, że te zawodniczki nie radzą sobie w pojedynkach z dobrze dysponowanymi zawodniczkami z czołówki, szczególnie z tymi, które prezentują tenis siłowy. Gołym okiem można dostrzec, że są one w pewien sposób "przygniatane" i spychane do defensywy. Właśnie podczas takich spotkań widać, że gra techniczna nie daje planowanych rezultatów, w szczególności na szybszych nawierzchniach. Ja osobiście nie jestem też entuzjastą takiego stylu. Nie przemawia to za mną, nie lubię patrzeć na niekończące się wymiany, które polegają na ciągłym, lekkim przebijaniu piłki, niczym balonika, który nie chce pęknąć. W moim odczuciu jest to gra na przetrwanie i tylko zamęczenie przeciwniczki, która najczęściej z tego powodu popełnia błędu, a nie dlatego, że posłane zostało w jej kierunku jakieś genialne uderzenie.

Chociaż  patrząc na to z drugiej strony (i bardziej obiektywnie) to właśnie te tenisistki wprowadzają jakiś nowy obraz i dają nam małą namiastkę tego, jak gra mogła wyglądać dawniej. Wiemy jednak, że wszystko ewoluuje, postęp widoczny jest także w tym sporcie i czasami można zagubić się pośród siłowej gry, którą prezentuje znaczna większość w kobiecym tourze. Te "wybrane" jednak dają radę i odnajdują się, za co, bez względu na sympatie, trzeba im pogratulować. I niech nikt mi nie mówi, że nieprawdą jest stwierdzenie "małe jest wielkie".

piątek, 23 sierpnia 2013

US Open.

Już w poniedziałek w nowojorskim parku Flushing Meadows rozpocznie się ostatni wielkoszlemowy turniej tego roku - US Open. Wczoraj wieczorem rozlosowana została drabinka turniejowa singli. Jednak przed tym warto sobie przypomnieć, co działo się prawie dokładnie rok temu.
W 132. edycji rozgrywek triumfowali Serena Williams, Andy Murray, bracia Bryan, Sara Errani i Roberta Vinci oraz w mikście Ekaterina Makarova i Bruno Soares. Ubiegły rok też był wyjątkowo smutny, ponieważ właśnie podczas tego turnieju swoje kariery zakończyli Kim Clijsters i Andy Roddick.

W tym z pewnością największymi nieobecnymi będą Maria Sharapova (zapalenie torebki stawowej prawego barku) i Jo-Wilfried Tsonga (kontuzja lewego kolana, która ciągnie się za nim od pechowego Wimbledonu). Poza tym nie zobaczymy też m.in. Yulii Putintsevej, Gillesa Simona (krztusiec), Mardy'ego Fisha (kłopoty zdrowotne związane z sercem), Marina Cilica (Chorwat nie gra od czasu, kiedy krajowe media ogłosiły, że stosował doping) i Viktora Troickiego, który ma "wolne" na 18 miesięcy, za nie poddanie się kontrolom antydopingowym, ale już złożył w tej sprawie apelację.
Powrócmy na chwilę do Rosjanki. Nie tak dawno dowiedzieliśmy się, że w trakcie tej imprezy miała wystąpić jako Maria... Sugarpova, czyli nazwisko takie, jak jej firma zajmująca się tworzeniem słodyczy, w której promocję jest bardzo zaangażowana. Nie byłem bardzo zachwycony tą informacją, chociaż ciekawie byłoby usłyszeć "Game, Set, Match Sugarpova" po jednym z meczów. Mam nadzieję, że to kiedyś nastąpi, chociaż na jedną imprezę.

Czas przejść do najważniejszej kwestii - turniejowej drabinki. Na pierwszy ogień - panie. Oczywiście faworytką jest Amerykanka Serena Williams, która w pierwszej rundzie zagra z inną weteranką - Francescą Schiavone. Natomiast jej siostra Venus po drugiej stronie siatki będzie miała Belgijkę Kirsten Flipkens. W górnej połówce są też m.in. Agnieszka Radwańska (1r. z Silvią Soler-Espinosą), Li Na (z Olgą Govortsovą), Angelique Kerber (z Lucie Hradecką), czy powracająca po walce z rakiem Alisa Kleybanova (z Monicą Puig). W drugiej połówce Victoria Azarenka zagra z Dinah Pfizenmaier, oprócz tego Sara Errani z Ayumi Moritą, Petra Kvitova z Misaki Doi, czy Samantha Stosur z jedną z kwalifikantek. Druga z polskich sióstr - Ula - zagra z Iriną-Camelią Begu. Patrząc na całą drabinkę poza pojedynkiem Venus - Flipkens nie widzę innego meczu, który przysporzyłby nam dużych emocji. Ale wiadomo, że tenis pań jest nieobliczalny.

Według mnie dużo ciekawiej może być wśród panów. Tam możliwe są ćwierćfinały  Novak Djokovic (1r. Ricardas Berankis) vs. Juan Martin del Potro (Guillermo Garcia-Lopez); Andy Murray (Michael Llodra) vs. Tomas Berdych (Paolo Lorenzi); Richard Gasquet (Michael Russell) vs. David Ferrer (kwalifikant); Rafael Nadal (Ryan Harrison) vs. Roger Federer (Grega Zemlja), który jest rozstawiony dopiero z numerem siódmym. Jerzy Janowicz, rozstawiony z 14., swój pierwszy mecz rozegra z kwalifikantem, Michał Przysiężny z Julienem Benneteau, a Łukasz Kubot z Jarkko Nieminenem. Ze wszystkich spotkań pierwszych runda mnie osobiście najbardziej zaciekawiły te pomiędzy Davidem Goffin a Alexandrem Dolgopolovem i Stanislasem Wawrinką a Radkiem Stepankiem. A czy tak będzie w praktyce, to się okaże.

Jak co roku ta impreza wzbudza w widzach wiele emocji. Teraz będzie ich jeszcze więcej, po tym, jak dowiedzieliśmy się o podwyżce puli nagród, która osiągnęła horrendalne rozmiary.
Innym problemem jest corocznie przeszkadzający deszcz, który torpedował plan gier i powodował, że finał mężczyzn odbywał się w poniedziałek. Z tego powodu w tym sezonie oficjalnie najważniejszy mecz odbędzie się w ten dzień tygodnia. Zobaczymy, czy ten plan przejdzie i wejdzie w życie na dłużej. Jeśli tak, to tylko na około 4 lata, bo tydzień temu ogłoszono plany na budowę zadaszenia nad najważniejszymi obiektami. Co ciekawe, dachy zostaną zamontowane na trzech kortach: Artur Ashe Stadium (22,5 tys. widzów), Louis Armstrong Stadium (15 tys. widzów) i Grandstand (obecny zostanie zburzony i przeniesiony tuż obok kortu nr 4 - będzie mógł pomieścić 8 tys. widzów). Całość ma pochłonąć 550 mln dolarów i skończyć się do 2018 roku. Jest to bez dwóch zdań wyśmienita wiadomość dla fanów tenisa, ale też samych graczy, którzy już nie będą musieli rozgrywać swoich spotkań w kilku częściach.

Jednak zostając przy tegorocznej edycji zawodów warto porozmawiać jeszcze o faworytach. Wśród pań jak już mówiłem będzie to Amerykanka, a wraz z Azarenką mogą powtórzyć ubiegłoroczny finał, równie zacięty i dramatyczny. Ciekawi mnie za to forma męskiego obrońcy tytułu, Andy'ego Murraya, który nie błyszczał w turniejach US Open Series. Sam zainteresowany uspokaja sytuację i mówi, że jest bardzo dobrze przygotowany. Wiadomo, że wszyscy ważniejsi tenisiści przed zawodami mówią, że wszystko jest w porządku i trening przynosi rezultaty. Jednak prawda może okazać się brutalna i będzie wychodziła na jaw już od 26 sierpnia.

Drabinka turniejowa singla panów.
Drabinka turniejowa singla pań.