Middle Sunday. Można powiedzieć, że podczas tego turnieju to dzień święty. Nie rozgrywa się wtedy meczów. Chyba że deszcz tak storpeduje rozgrywki i potrzeba tego dodatkowego dnia na uzupełnienie zaległości. Miało to miejsce trzykrotnie - w 1991,1997 i 2004 roku.
Pierwszy tydzień był przedziwny. Właśnie w tym okresie pożegnali się (z różnych powodów) m.in. Errani, Wozniacki, Sharapova, Ivanovic, Jankovic, Azarenka, Kirilenko, Kerber, Petrova, Gasquet, Kohlschreiber, Raonic, Dimitrov, Nadal, Isner, Wawrinka, Hewitt, Federer, Tsonga, Cilic, Tipsarevic. Można tylko pytać, co się stało? Spadek formy, czy kłopoty zdrowotne połączone z trudną nawierzchnią? O wiele prawdopodobniejsze jest to drugie. Ale też można być zdziwionym, dlaczego aż tyle gwiazd się wykruszyło, i to przeważnie w 3. dniu turnieju, który potężnie wstrząsnał całym tenisowym światem. Te porażki zrobiły też niemałe zamieszanie w drabinkach i tak w finale zobaczymy kogoś z tej ósemki: Puig, Stephens, Bartoli, Knapp, Kvitova, Suarez Navarro, Flipkens, Pennetta.
Z fenomenalnej strony pokazują się nam polscy zawodnicy, w szczególności panowie. Jest bardzo blisko historycznego ćwierćfinału Janowicz-Kubot i nie jest to niemożliwe, bo w 4. rundzie mają stosunkowo łatwych rywali. Jerzy zagra z Austriakiem Jurgenem Melzerem, który wyeliminował pogromcę Federera - Sergiya Stakhovskyego, natomiast Łukasz po świetnym meczu z Francuzem Benoit Paire, zagra z jego rodakiem - Adrianem Mannarino. Agnieszka Radwańska po bardzo trudnym pojedynku z Madison Keys zagra z równie wymagającą zawodniczką - Bułgarką Tsvetaną Pironkovą, która zazwyzcaj na Wimbledonie spisuje się nadzwyczaj dobrze, w 2010 grała nawet w półfinale.
Czas przejść do wyłaniających się powoli faworytów. Wśród pań taką osobą była, jest i będzie Serena Williams, która w 3. rundzie pokonała weterankę kortów - 42-letnią Kimiko Date-Krumm. I po tych wszystkich trzęsieniach ziemi, o dziwo, najtrudniej będzie Amerykance dojść do finału. Ale w tegorocznym Wimbledonie wszystko się może zdarzyć. Wśród panów z dwóch różnych biegunów nadchodzą Novak Djokovic, który twierdzi, że jest w życiowej formie (i w meczu z J. Chardym popełnił tylko 3. niewymuszone błędy) i Andy Murray, który jest u siebie i niesie go na skrzydłach całą brytyjska publiczność. Po cichu pnie się też Juan Martin del Potro, który po powrocie pokazuje, że choroba, którą przebył nie zaszkodziła mu.
Podczas meczów 4. rundy bardzo ciekawie zapowiada się nam mecz Bernarda Tomica i Tomasa Berdycha oraz Djokovica i Tommy Haasa. Australijczyk pokonał już Querreya i Gasqueta i nie będzie bez szans walcząc z Czechem. Niemiec pokonał będącego w świetnej formie Feliciano Lopeza. Jeśli natomiast chodzi o mecze damskie na uwagę zasługuje pojedynek Radwańskiej z Pironkovą i Li z Vinci.
Wśród debli w początkowej fazie turnieju bez żadnych gigantycznych niespodzianek. Niestety wśród juniorów już w 1. rundzie odpadł nasz zawodnik Kamil Majchrzak. Miejmy nadzieję, że w następnych turniejach będzie tylko lepiej.
Po tym turnieju w rankingu może być bardzo dużo przetasowań, ale obecni liderzy pozostaną i mogą wypracować jeszcze większą przewagę nad pozostałymi. Przejdźmy jeszcze na sam koniec do typów. Moim zdaniem cały turniej mogą wygrać Serena Williams i Andy Murray. A wy jak uważacie? Będą jeszcze jakieś niespodzianki? Jak będą wyglądały pary finałowe?
UPDATE: Serena Williams też pożegnała się z Wimbledonem po meczu ze świetnie dysponowaną Sabiną Lisicki. Niemka to nie byle jaka zawodniczka, na trawie gra zawsze bardzo dobrze, grała tu nawet w półfinale. A i ta tenisistka może pochwalić się nietypowym osiągnięciem, bo w swoich ostatnich czterech występach (nie grała w 2010) wygrała z mistrzyniami FO (Kuznetsova - '09, Li - '11, Sharapova - '12, Williams - '13).
https://www.facebook.com/FelietonyTenisowe
niedziela, 30 czerwca 2013
środa, 26 czerwca 2013
Zmiana warty.
Każda kariera się kiedyś kończy. Nie trudno zauważyć, że w pierwszej dziesiątce rankingu nie mamy tylu zawodników, którzy za kilka lat rządziliby światowym tenisem. Patrząc na wiek najbliżej odstawienia rakiety są Roger Federer i David Ferrer. Ale Nadal, Murray czy Djokovic też nie są młodymi graczami, którzy dopiero co weszli do czołówki.
Nie tak dawno, podczas turnieju Roland Garros pewien portal opublikował, jak może wyglądać światowy ranking za 5-6 lat. I tam w czołówce pojawiają się nazwiska takie jak Dimitrov, Nishikori, Paire czy Janowicz. Dopiero po nich pojawia się np. Djokovic. Bez wątpienia zmiany nastąpią, ale czy nie mówimy o tym za szybko?
Według mnie najbliżej osiągnięcia tego określonego celu jest Japończyk Kei Nishikori. Już teraz pokazuje, że nie należy go skreślać z listy liczących się zawodników. Walczy na równi nawet z tymi najlepszymi, niedawno podczas turnieju w Madrycie pokonał samego Rogera Federera. Puka też powoli do pierwszej dziesiątki rankingu. Ale takich jak on jest o wiele więcej.
Przy kolejnej osobie należy zadać pytanie. Czy związek z Marią Sharapovą nie przeszkodzi mu w tym? Grigor Dimitrov niewątpliwie jest szalonym tenisistką, ale "na rozkładzie" ma już Novaka Djokovica, też w turnieju w Madrycie. Jednak widać też, że Bułgar jeszcze nie jest ustabilizowanym graczem. Zbyt często zdarzają mu się wpadki, nagłe spadki formy (tutaj należy przypomnieć French Open, gdzie Grigor został zmieciony z kortu przez tego, z którym wygrał niecały miesiąc wcześniej). Ten tenisista ma wielki potencjał, wystarczy tylko go okiełznać, a Federer będzie miał swojego godnego następcę w pierwszej trójce rankingu.
Jeszcze rok temu ten zawodnik w Wimbledonie przebijał się przez eliminacje, a potem w pojedynku z Florianem Mayerem miał piłki meczowe na awans do 4. rundy. Pod koniec roku w hali Bercy pokonał już Andy'ego Murraya czy Janko Tipsarevica. Obecnie w Wielkich Szlemach jest w grupie tych rozstawionych. Jerzy Janowicz, bo o nim mowa, widać, że w meczach bardzo się angażuje, jest emocjonalny, a jego sytuacja podczas Australian Open w meczu z Somdevem Devvarmanem, gdzie nie zgadzał się z decyzją sędziów zostało porównane do zachowania samego Johna McEnroe. Bez wątpienia całej Polsce przydałby się zawodnik, który wynikami dorówna do Agnieszki Radwańskiej.
Francuzi, którzy opublikowali całe te przypuszczenia, mają też swojego podopiecznego - Benoit Paire. Ten gracz osiągnał m.in. półfinał na Foro Italico, a w Chennai wygrał turniej deblowy.
W rozgrywkach juniorskich obecnie również mamy wiele osób, które aspirują do zajęcia miejsc w czołówce rankingu. Za przykład należy podać m.in. Belindę Bencic (która ma już za sobą występy w turniejach WTA), Nicka Kyrgiosa, a w szczególności kanadyjskiego tenisistę - Filipa Peliwo (i tu za ciekawostkę trzeba dodać, że ten zawodnik też pochodzi z Polski, ale jako jedyny z trójki dzieci urodził się poza granicami naszego kraju). Filip w ubiegłym roku w juniorskim Wielkim Szlemie był w finale Australian i French Open, a wygrał Wimbledon i US Open. Miejmy nadzieję, że większość graczy młodego pokolenia, którzy wykazują się świetną techniką zabłyśnie w rozgrywkach seniorskich, a nie zawsze tak jest i najczęściej tacy tenisiści giną w natłoku innych "zwyklejszych". A szkoda.
Jednak nie wszyscy starają się polepszać umiejętności w sposób "naturalny", a kłody pod nogi rzuca sama rodzina. I tutaj na myśl od razu przychodzi jeden zawodnik - Bernard Tomic. Typowy młody-gniewny uważający się za osobę, której wszystko wolno, a jego buńczuczne wypowiedzi na temat swoich rywali są, łagodnie mówiąc, niezbyt przyjemne. Oliwy do ognia w kwestii tego Australijczyka dodał sam ojciec. Też znany z ciętego języka (i nie tylko) Ivica podczas treningów do French Open bardzo dotkliwie pobił trenera Bernarda, który wylądował w szpitalu. Temat "niegrzecznych rodziców" jest również bardzo rozległy i będzie z całą pewnością jeszcze poruszany.
Z niecierpliwością czekam na dalszych rozwój karier tych jeszcze młodych tenisistów. Jak już wspomniałem, nawet obecnie walczą z najlepszymi na równym poziomie, starają się nie poddawać, gdy im coś nie wychodzi, a zarazem uczą się od swoich mocniejszych rywali. Jestem przekonany, że zaprocentuje to w późniejszym okresie gry. I dlatego z pewnością doczekamy się pokoleniowej zmiany warty, gdzie Djokovica, Murraya, Federera i Nadala zastąpią Dimitrov, Paire, Nishikori czy Janowicz. Pytanie tylko, kiedy to nastąpi.
Nie tak dawno, podczas turnieju Roland Garros pewien portal opublikował, jak może wyglądać światowy ranking za 5-6 lat. I tam w czołówce pojawiają się nazwiska takie jak Dimitrov, Nishikori, Paire czy Janowicz. Dopiero po nich pojawia się np. Djokovic. Bez wątpienia zmiany nastąpią, ale czy nie mówimy o tym za szybko?
Według mnie najbliżej osiągnięcia tego określonego celu jest Japończyk Kei Nishikori. Już teraz pokazuje, że nie należy go skreślać z listy liczących się zawodników. Walczy na równi nawet z tymi najlepszymi, niedawno podczas turnieju w Madrycie pokonał samego Rogera Federera. Puka też powoli do pierwszej dziesiątki rankingu. Ale takich jak on jest o wiele więcej.
Przy kolejnej osobie należy zadać pytanie. Czy związek z Marią Sharapovą nie przeszkodzi mu w tym? Grigor Dimitrov niewątpliwie jest szalonym tenisistką, ale "na rozkładzie" ma już Novaka Djokovica, też w turnieju w Madrycie. Jednak widać też, że Bułgar jeszcze nie jest ustabilizowanym graczem. Zbyt często zdarzają mu się wpadki, nagłe spadki formy (tutaj należy przypomnieć French Open, gdzie Grigor został zmieciony z kortu przez tego, z którym wygrał niecały miesiąc wcześniej). Ten tenisista ma wielki potencjał, wystarczy tylko go okiełznać, a Federer będzie miał swojego godnego następcę w pierwszej trójce rankingu.
Jeszcze rok temu ten zawodnik w Wimbledonie przebijał się przez eliminacje, a potem w pojedynku z Florianem Mayerem miał piłki meczowe na awans do 4. rundy. Pod koniec roku w hali Bercy pokonał już Andy'ego Murraya czy Janko Tipsarevica. Obecnie w Wielkich Szlemach jest w grupie tych rozstawionych. Jerzy Janowicz, bo o nim mowa, widać, że w meczach bardzo się angażuje, jest emocjonalny, a jego sytuacja podczas Australian Open w meczu z Somdevem Devvarmanem, gdzie nie zgadzał się z decyzją sędziów zostało porównane do zachowania samego Johna McEnroe. Bez wątpienia całej Polsce przydałby się zawodnik, który wynikami dorówna do Agnieszki Radwańskiej.
Francuzi, którzy opublikowali całe te przypuszczenia, mają też swojego podopiecznego - Benoit Paire. Ten gracz osiągnał m.in. półfinał na Foro Italico, a w Chennai wygrał turniej deblowy.
W rozgrywkach juniorskich obecnie również mamy wiele osób, które aspirują do zajęcia miejsc w czołówce rankingu. Za przykład należy podać m.in. Belindę Bencic (która ma już za sobą występy w turniejach WTA), Nicka Kyrgiosa, a w szczególności kanadyjskiego tenisistę - Filipa Peliwo (i tu za ciekawostkę trzeba dodać, że ten zawodnik też pochodzi z Polski, ale jako jedyny z trójki dzieci urodził się poza granicami naszego kraju). Filip w ubiegłym roku w juniorskim Wielkim Szlemie był w finale Australian i French Open, a wygrał Wimbledon i US Open. Miejmy nadzieję, że większość graczy młodego pokolenia, którzy wykazują się świetną techniką zabłyśnie w rozgrywkach seniorskich, a nie zawsze tak jest i najczęściej tacy tenisiści giną w natłoku innych "zwyklejszych". A szkoda.
Jednak nie wszyscy starają się polepszać umiejętności w sposób "naturalny", a kłody pod nogi rzuca sama rodzina. I tutaj na myśl od razu przychodzi jeden zawodnik - Bernard Tomic. Typowy młody-gniewny uważający się za osobę, której wszystko wolno, a jego buńczuczne wypowiedzi na temat swoich rywali są, łagodnie mówiąc, niezbyt przyjemne. Oliwy do ognia w kwestii tego Australijczyka dodał sam ojciec. Też znany z ciętego języka (i nie tylko) Ivica podczas treningów do French Open bardzo dotkliwie pobił trenera Bernarda, który wylądował w szpitalu. Temat "niegrzecznych rodziców" jest również bardzo rozległy i będzie z całą pewnością jeszcze poruszany.
Z niecierpliwością czekam na dalszych rozwój karier tych jeszcze młodych tenisistów. Jak już wspomniałem, nawet obecnie walczą z najlepszymi na równym poziomie, starają się nie poddawać, gdy im coś nie wychodzi, a zarazem uczą się od swoich mocniejszych rywali. Jestem przekonany, że zaprocentuje to w późniejszym okresie gry. I dlatego z pewnością doczekamy się pokoleniowej zmiany warty, gdzie Djokovica, Murraya, Federera i Nadala zastąpią Dimitrov, Paire, Nishikori czy Janowicz. Pytanie tylko, kiedy to nastąpi.
sobota, 22 czerwca 2013
Wimbledon - cz. I
Najstarszy. Najważniejszy. Taki jest ten turniej. To zupełnie inny klimat niż w pozostałych turniejach. Ogółem zawody na kortach trawiastych to jest powrót do przeszłości. Począwszy od kibiców na zawodnikach kończąc. Właśnie, publiczność. Ludzie tutaj wiedzą, jak się zachowywać, umieją z godnością przyjmować porażki swoich rodaków, nie są jednostronni. Widać, że przeżywają oni mecz tak samo, jak tenisiści. I to jest piękne.
Kolejny punkt, po którym rozpoznajemy nadchodzący Wimbledon to wzgórze Henmana. To tu większość osób niemających biletów na korty ogląda mecze tenisowe. Z zapartym tchem przyglądali się wcześniej właśnie Timowi Henmanowi, a obecnie Andy'emu Murrayowi.
Tego turnieju nie wyobrażam sobie też bez truskawek ze śmietaną. Kibice też. Do tego oczywiście szampan, czy tradycyjne angielskie piwa. Wracając do truskawek, przez dwa tygodnie sprzedaje się ich aż 28 ton! Do tego około 7000 litrów śmietany. Cena jednak przyprawia o zawrót głowy, bo za pojemnik tych owoców (dokładnie dziesięć sztuk) płaci się około 13 zł. Ale śmietana za to jest za darmo...
Nie należy zapominać też o białych strojach. Kolejne nawiązanie do tradycji tenisowych, które jest stosowane tylko podczas tego turnieju. A tradycyjnymi kolorami są zielony i fioletowy, które są widoczne nawet na oficjalnych ręcznikach.
Gospodarze długo czekają na swojego triumfatora. Ostatnim był Fred Perry w 1936, wśród pań - Virginia Wade (1977). Wszystkie oczy są teraz zwrócone na Andy'ego Murraya. Niewątpliwie jest on jednym z faworytów, ale właśnie przez to może nie wytrzymać presji. Bardzo zdeterminowany jest Roger Federer, który chce obronić tytuł, a zarazem zdobyć ósmy w karierze i stać się samodzielnym liderem w ilości wygranych wimbledońskich turniejów. Ale może to być bardzo ciężkie zadanie, ponieważ już w cwierćfinale może stoczyć bój z Rafaelem Nadalem.
A więc czas na analizę drabinek turnieju. Na początek panie.
1 - Serena Williams: na początek Mandy Minella. W 2. rundzie może to być Jie Zheng, z którą w ubiegłym roku stoczyła niesamowity pojedynek, który zakończył się w trzecim secie wynikiem 9:7.
2. Victoria Azarenka: ma ciekawe przeciwniczki w swojej ćwiartce, m.in. Alize Cornet, Kirsten Flipkens, Jelenę Jankovic, Anę Ivanovic czy Carlę Suarez Navarro. Na początek jednak Maria Joao Koehler.
3. Maria Sharapova: Kristina Mladenovic może porządnie rozgrzać Rosjankę. A w drugiej rundzie być może (strzeżcie się wszyscy!) Michelle Larcher de Brito. Która będzie głośniejsza?
4. Agnieszka Radwańska: czyżby powtórzył się scenariusz z ubiegłego roku? Na horyzoncie nie ma bardzo wymagających rywalek, a Yvonne Meusburger to pierwsza z nich.
5. Sara Errani: na tej nawierzchni przydadzą się jej znakomite umiejętności deblowe. Ale czy je wykorzysta? Monica Puig, trudna rywalka, przekona się o tym najpierw.
6. Li Na: dziwny okres w grze Chinki. Czy sprosta Michaeli Krajicek? Jeśli tak, to następna runda będzie walką z Simoną Halep, która jest w genialnej formie.
7. Angelique Kerber: ubiegłoroczna półfinalistka gorszego rywala nie mogła chyba mieć - Bethanie Mattek-Sands, nieprzewidywalna w grze, jak i w ubiorze.
8. Petra Kvitova: mistrzyni z 2011 zagra na początek z Coco Vandeweghe. Ona też jest w bardzo ciekawej cześci drabinki z Victorią Azarenką.
Najciekawszy mecz 1. rundy wg mnie: Sabine Lisicki vs. Francesca Schiavone (ale warto też zwrócić uwagę na pojedynek Kirilenko-Robson, czy Kerber-Mattek-Sands).
Panowie:
1. Novak Djokovic: Florian Mayer nie powinien sprawić kłopotów. Dalej patrząc na przeszkodzie m.in. Chardy, Haas, czy Gasquet.
2. Andy Murray: na początek powtórka z Queens - Benjamin Becker. Ale już w 3. rundzie najpewniej będzie to Nicolas Mahut, który na trawie się się znakomicie.
3. Roger Federer: Rumun Victor Hanescu nie powinien sprawić problemu. Ale wiemy, co szykuje się dalej...
4. David Ferrer: Argentyńczyk Martin Alund nie jest raczej specjalistą od trawy. Czy Hiszpan powtórzy ubiegłoroczny rezultat i zawędruje do ćwierćfinału?
5. Rafael Nadal: po ubiegłym roku chce tu spisać się najlepiej jak potrafi, a Belg Steve Darcis musi się bardzo zmobilizować, żeby nie zostać pokonanym bardzo szybko.
6. Jo-Wilfried Tsonga: David Goffin to bardzo obiecujący gracz i trudny rywal jak na 1. rundę. Potem też nie tak łatwo, bo może to być m.in. Ernests Gulbis, Fernando Verdasco czy Julien Benneteau.
7. Tomas Berdych: blamaż rok temu miejmy nadzieję, że zadziałał mobilizująco, ponieważ Martin Klizan nie podda się tak łatwo.
8. Juan Martin del Potro: zobaczymy jak spisze się po powrócie. Może nie mieć prostej drogi, bo niedaleko jest Bułgar Grigor Dimitrov.
Najciekawszy mecz 1. rundy: Gilles Simon - Feliciano Lopez (powtórka finału z Eastbourne).
A wy jakie mecze uważacie za najlepsze? Kto według was wygra ten turniej?
Pytania:
1. Kto wśród mężczyzn był najniżej rozstawionym zawodnikiem w ćwierćfinale?
2. Ile asów w ubiegłorocznym singlowym turnieju zaserwowała Serena Williams?
Drabinka turniejowa - singiel pań.
Drabinka turniejowa - singiel panów.
https://www.facebook.com/FelietonyTenisowe
Kolejny punkt, po którym rozpoznajemy nadchodzący Wimbledon to wzgórze Henmana. To tu większość osób niemających biletów na korty ogląda mecze tenisowe. Z zapartym tchem przyglądali się wcześniej właśnie Timowi Henmanowi, a obecnie Andy'emu Murrayowi.
Tego turnieju nie wyobrażam sobie też bez truskawek ze śmietaną. Kibice też. Do tego oczywiście szampan, czy tradycyjne angielskie piwa. Wracając do truskawek, przez dwa tygodnie sprzedaje się ich aż 28 ton! Do tego około 7000 litrów śmietany. Cena jednak przyprawia o zawrót głowy, bo za pojemnik tych owoców (dokładnie dziesięć sztuk) płaci się około 13 zł. Ale śmietana za to jest za darmo...
Nie należy zapominać też o białych strojach. Kolejne nawiązanie do tradycji tenisowych, które jest stosowane tylko podczas tego turnieju. A tradycyjnymi kolorami są zielony i fioletowy, które są widoczne nawet na oficjalnych ręcznikach.
Gospodarze długo czekają na swojego triumfatora. Ostatnim był Fred Perry w 1936, wśród pań - Virginia Wade (1977). Wszystkie oczy są teraz zwrócone na Andy'ego Murraya. Niewątpliwie jest on jednym z faworytów, ale właśnie przez to może nie wytrzymać presji. Bardzo zdeterminowany jest Roger Federer, który chce obronić tytuł, a zarazem zdobyć ósmy w karierze i stać się samodzielnym liderem w ilości wygranych wimbledońskich turniejów. Ale może to być bardzo ciężkie zadanie, ponieważ już w cwierćfinale może stoczyć bój z Rafaelem Nadalem.
A więc czas na analizę drabinek turnieju. Na początek panie.
1 - Serena Williams: na początek Mandy Minella. W 2. rundzie może to być Jie Zheng, z którą w ubiegłym roku stoczyła niesamowity pojedynek, który zakończył się w trzecim secie wynikiem 9:7.
2. Victoria Azarenka: ma ciekawe przeciwniczki w swojej ćwiartce, m.in. Alize Cornet, Kirsten Flipkens, Jelenę Jankovic, Anę Ivanovic czy Carlę Suarez Navarro. Na początek jednak Maria Joao Koehler.
3. Maria Sharapova: Kristina Mladenovic może porządnie rozgrzać Rosjankę. A w drugiej rundzie być może (strzeżcie się wszyscy!) Michelle Larcher de Brito. Która będzie głośniejsza?
4. Agnieszka Radwańska: czyżby powtórzył się scenariusz z ubiegłego roku? Na horyzoncie nie ma bardzo wymagających rywalek, a Yvonne Meusburger to pierwsza z nich.
5. Sara Errani: na tej nawierzchni przydadzą się jej znakomite umiejętności deblowe. Ale czy je wykorzysta? Monica Puig, trudna rywalka, przekona się o tym najpierw.
6. Li Na: dziwny okres w grze Chinki. Czy sprosta Michaeli Krajicek? Jeśli tak, to następna runda będzie walką z Simoną Halep, która jest w genialnej formie.
7. Angelique Kerber: ubiegłoroczna półfinalistka gorszego rywala nie mogła chyba mieć - Bethanie Mattek-Sands, nieprzewidywalna w grze, jak i w ubiorze.
8. Petra Kvitova: mistrzyni z 2011 zagra na początek z Coco Vandeweghe. Ona też jest w bardzo ciekawej cześci drabinki z Victorią Azarenką.
Najciekawszy mecz 1. rundy wg mnie: Sabine Lisicki vs. Francesca Schiavone (ale warto też zwrócić uwagę na pojedynek Kirilenko-Robson, czy Kerber-Mattek-Sands).
Panowie:
1. Novak Djokovic: Florian Mayer nie powinien sprawić kłopotów. Dalej patrząc na przeszkodzie m.in. Chardy, Haas, czy Gasquet.
2. Andy Murray: na początek powtórka z Queens - Benjamin Becker. Ale już w 3. rundzie najpewniej będzie to Nicolas Mahut, który na trawie się się znakomicie.
3. Roger Federer: Rumun Victor Hanescu nie powinien sprawić problemu. Ale wiemy, co szykuje się dalej...
4. David Ferrer: Argentyńczyk Martin Alund nie jest raczej specjalistą od trawy. Czy Hiszpan powtórzy ubiegłoroczny rezultat i zawędruje do ćwierćfinału?
5. Rafael Nadal: po ubiegłym roku chce tu spisać się najlepiej jak potrafi, a Belg Steve Darcis musi się bardzo zmobilizować, żeby nie zostać pokonanym bardzo szybko.
6. Jo-Wilfried Tsonga: David Goffin to bardzo obiecujący gracz i trudny rywal jak na 1. rundę. Potem też nie tak łatwo, bo może to być m.in. Ernests Gulbis, Fernando Verdasco czy Julien Benneteau.
7. Tomas Berdych: blamaż rok temu miejmy nadzieję, że zadziałał mobilizująco, ponieważ Martin Klizan nie podda się tak łatwo.
8. Juan Martin del Potro: zobaczymy jak spisze się po powrócie. Może nie mieć prostej drogi, bo niedaleko jest Bułgar Grigor Dimitrov.
Najciekawszy mecz 1. rundy: Gilles Simon - Feliciano Lopez (powtórka finału z Eastbourne).
A wy jakie mecze uważacie za najlepsze? Kto według was wygra ten turniej?
Pytania:
1. Kto wśród mężczyzn był najniżej rozstawionym zawodnikiem w ćwierćfinale?
2. Ile asów w ubiegłorocznym singlowym turnieju zaserwowała Serena Williams?
Drabinka turniejowa - singiel pań.
Drabinka turniejowa - singiel panów.
https://www.facebook.com/FelietonyTenisowe
wtorek, 18 czerwca 2013
Dobre, bo polskie.
Siostry Radwańskie to obecnie najlepsze polskie tenisistki i jako jedyne sklasyfikowane w pierwszej setce rankingu. Jednak, jak się okazuje, nie musiało tak być. Obecnie wiele zawodniczek ma polskie korzenie, ale niestety reprezentuje inne kraje. I takich sportowców jest coraz więcej.
A najwięcej do powiedzenia w tej kwestii ma tu, moim zdaniem, Angelique Kerber. Jej rodzice to Sławomir i Beata. Jako juniorka Angie reprezentowała jeszcze Polskę, potem zmieniła barwy na niemieckie. Ale nie straciła kontaktu z naszym krajem. Jej dziadek w Puszczykowie zbudował specjalnie dla swojej wnuczki kompleks kortów, gdzie Kerber przyjeżdza i trenuje. Tutaj jest też jej "oficjalny" dom. Znakomicie posługuje się językiem polskim. Zresztą podobnie jak jej rodaczka - Sabine Lisicki. Tu ojciec miał korzenie polsko-niemieckie, matka była Polką. Wyemigrowali do RFN w 1979, gdzie już się osiedlili i wychowali swoją córkę.
Oczywiście kolejnym przykładem jest Caroline Wozniacki. Chyba najbardziej manifestuje swoje powiązanie z Polską, mówi, aby nazywać ją "Karoliną Woźniacką". Jej ojciec, Piotr, gdy wychodzi do swojej córki w przerwie meczu (a robi to bardzo często) zawsze posługuje się polskim językiem. Dunka też bardzo przyjaźni się z Agnieszką Radwańską, z którą zawsze wybierają się na wakacje pomiędzy sezonami.
Niech nikt nie myśli, że to już koniec, bo przy kolejnych zawodniczkach naprawdę można się zdziwić.
Jadwiga i Antoni wyemigrowali do Kanady w 1983. Tam na świat przyszła Aleksandra Wozniak. Bardzo wykształcona, poliglotka - zna 6 języków (polski, angielski, francuski, rosyjski, niemiecki i hiszpański). Dla tego kraju gra też trochę mniej znana Gabriele Dabrowski, która dopiero "rozkręca" karierę, ale tuż przed French Open - w Brukseli - grała w finale debla.
Jednak prawdziwe zatrzęsienie "polskich korzeni" mamy w Australii. Oczywiście najbardziej znana jest Samantha Stosur, której dziadek był Polakiem. Poza tym są też Alicia Molik, Monique Adamczak, Olivia Rogowska, Karolina Włodarczak, Monika Wejnert.
Brnąc dalej, niejaki Stanisław był dziadkiem Argentynki Giseli Dulko, Tatjana Malek reprezentuje obecnie Niemcy, a mało znana Sarah Pitkowski - Francję.
Jakiś czas temu przypomniałem też losy Marty Leśniak. Niegdyś znakomicie zapowiadająca się polska juniorka, która w turniejach bez problemu ogrywała Anę Ivanovic, Victorię Azarenkę. Potem zmagała się z kontuzjami i słuch o niej zaginął. Ale wiadomo, że grała (lub gra) w USA w zawodach uniwersyteckich, w których radziła sobie całkiem nieźle. Niestety, coś zawiodło, a szkoda, bo ta zawodniczka ma czym uderzyć i myślę, że z niektórymi zawodniczkami z czołówki mogłaby bez problemu powalczyć.
Pochylam się głównie nad paniami, ale wśród tenisistów też mamy takie powiązania. Tu warto napisać m.in. o Peterze Luczaku, który reprezentuje (jakie zdziwienie) Australię, czy nawet Szwajcarze - Stanislasie Wawrince, którego pradziadek osiedlił nasz kraj. A czy wy znacie innych zawodników z polskimi korzeniami?
Ale wracając do pań. Teraz można sobie pogdybać. Jakby losy tych zawodniczek potoczyły się trochę inaczej, cieszylibyśmy się nawet z triumfu naszej reprezentantki w US Open.
Pozostając przy osiągnięciach, to Angelique Kerber już wie, jak się wygrywa z siostrami Williams, a Caroline Wozniacki może zdradzić przepis na bycie numerem jeden bez wygrywania turnieju wielkoszlemowego (chociaż nie wiem, czy można to zaliczyć do dobrych stron, bo Dunka poniekąd objęła fotel liderki startując we wszystkich możliwych turniejach. Ale też spisywała się tam w miarę dobrze, do tej pory wygrała 20 zawodów).
Sabine Lisicki ma na koncie 3 tytuły WTA, w tym dwa w 2011 roku, który może zaliczyć do najbardziej udanych - wtedy w Wimbledonie w singlu dotarła do półfinału, a w deblu w parze z ... Sam Stosur przegrała dopiero w finale.
Aleksandra Wozniak ma na koncie 10 zwycięstw turniejowych, ale 9 niższej rangi - ITF. Ale najwyżej w rankingu była na 21 miejscu.
Alicia Molik może pochwalić się brązem na IO w Atenach, który wywalczyła po meczu z Anastasią Myskiną. Za to Gisela Dulko jest wyśmienitą deblistką, byłą liderką rankingu, która wygrała 17 turniejów, w tym w parze z Flavią Pennettą w 2010 turniej mistrzyń i w 2011 Australian Open.
Jak widać, dużo bardzo dobrych zawodniczek miało korzenie w Polsce. Moim zdaniem obecnie młode zawodniczki w trakcie kariery wyjeżdzają z Polski, aby w innych krajach rozwijać swoje umiejętności. Nie należy się im dziwić. W naszym kraju tenis to niestety dalej niszowa dyscyplina, gdzie dofinansowanie na rozwój młodych zawodników i utrzymanie tych najlepszych są znikome lub wcale ich nie ma. Miejmy nadzieję, że niedługo się to zmieni. Są ku temu powody, ponieważ na nowego prezesa PZT został wybrany Krzysztof Suski, biznesmen, który sam stwierdził, że nie jest dobrze i zadeklarował, że będzie wykładał co roku na kwestie tenisowe milion złotych. I to z własnej kieszeni. Oby się wszystko udało, bo zaplecze tenisowe mamy dobre. Wystarczy tylko chcieć.
https://www.facebook.com/FelietonyTenisowe
A najwięcej do powiedzenia w tej kwestii ma tu, moim zdaniem, Angelique Kerber. Jej rodzice to Sławomir i Beata. Jako juniorka Angie reprezentowała jeszcze Polskę, potem zmieniła barwy na niemieckie. Ale nie straciła kontaktu z naszym krajem. Jej dziadek w Puszczykowie zbudował specjalnie dla swojej wnuczki kompleks kortów, gdzie Kerber przyjeżdza i trenuje. Tutaj jest też jej "oficjalny" dom. Znakomicie posługuje się językiem polskim. Zresztą podobnie jak jej rodaczka - Sabine Lisicki. Tu ojciec miał korzenie polsko-niemieckie, matka była Polką. Wyemigrowali do RFN w 1979, gdzie już się osiedlili i wychowali swoją córkę.
Oczywiście kolejnym przykładem jest Caroline Wozniacki. Chyba najbardziej manifestuje swoje powiązanie z Polską, mówi, aby nazywać ją "Karoliną Woźniacką". Jej ojciec, Piotr, gdy wychodzi do swojej córki w przerwie meczu (a robi to bardzo często) zawsze posługuje się polskim językiem. Dunka też bardzo przyjaźni się z Agnieszką Radwańską, z którą zawsze wybierają się na wakacje pomiędzy sezonami.
Niech nikt nie myśli, że to już koniec, bo przy kolejnych zawodniczkach naprawdę można się zdziwić.
Jadwiga i Antoni wyemigrowali do Kanady w 1983. Tam na świat przyszła Aleksandra Wozniak. Bardzo wykształcona, poliglotka - zna 6 języków (polski, angielski, francuski, rosyjski, niemiecki i hiszpański). Dla tego kraju gra też trochę mniej znana Gabriele Dabrowski, która dopiero "rozkręca" karierę, ale tuż przed French Open - w Brukseli - grała w finale debla.
Jednak prawdziwe zatrzęsienie "polskich korzeni" mamy w Australii. Oczywiście najbardziej znana jest Samantha Stosur, której dziadek był Polakiem. Poza tym są też Alicia Molik, Monique Adamczak, Olivia Rogowska, Karolina Włodarczak, Monika Wejnert.
Brnąc dalej, niejaki Stanisław był dziadkiem Argentynki Giseli Dulko, Tatjana Malek reprezentuje obecnie Niemcy, a mało znana Sarah Pitkowski - Francję.
Jakiś czas temu przypomniałem też losy Marty Leśniak. Niegdyś znakomicie zapowiadająca się polska juniorka, która w turniejach bez problemu ogrywała Anę Ivanovic, Victorię Azarenkę. Potem zmagała się z kontuzjami i słuch o niej zaginął. Ale wiadomo, że grała (lub gra) w USA w zawodach uniwersyteckich, w których radziła sobie całkiem nieźle. Niestety, coś zawiodło, a szkoda, bo ta zawodniczka ma czym uderzyć i myślę, że z niektórymi zawodniczkami z czołówki mogłaby bez problemu powalczyć.
Pochylam się głównie nad paniami, ale wśród tenisistów też mamy takie powiązania. Tu warto napisać m.in. o Peterze Luczaku, który reprezentuje (jakie zdziwienie) Australię, czy nawet Szwajcarze - Stanislasie Wawrince, którego pradziadek osiedlił nasz kraj. A czy wy znacie innych zawodników z polskimi korzeniami?
Ale wracając do pań. Teraz można sobie pogdybać. Jakby losy tych zawodniczek potoczyły się trochę inaczej, cieszylibyśmy się nawet z triumfu naszej reprezentantki w US Open.
Pozostając przy osiągnięciach, to Angelique Kerber już wie, jak się wygrywa z siostrami Williams, a Caroline Wozniacki może zdradzić przepis na bycie numerem jeden bez wygrywania turnieju wielkoszlemowego (chociaż nie wiem, czy można to zaliczyć do dobrych stron, bo Dunka poniekąd objęła fotel liderki startując we wszystkich możliwych turniejach. Ale też spisywała się tam w miarę dobrze, do tej pory wygrała 20 zawodów).
Sabine Lisicki ma na koncie 3 tytuły WTA, w tym dwa w 2011 roku, który może zaliczyć do najbardziej udanych - wtedy w Wimbledonie w singlu dotarła do półfinału, a w deblu w parze z ... Sam Stosur przegrała dopiero w finale.
Aleksandra Wozniak ma na koncie 10 zwycięstw turniejowych, ale 9 niższej rangi - ITF. Ale najwyżej w rankingu była na 21 miejscu.
Alicia Molik może pochwalić się brązem na IO w Atenach, który wywalczyła po meczu z Anastasią Myskiną. Za to Gisela Dulko jest wyśmienitą deblistką, byłą liderką rankingu, która wygrała 17 turniejów, w tym w parze z Flavią Pennettą w 2010 turniej mistrzyń i w 2011 Australian Open.
Jak widać, dużo bardzo dobrych zawodniczek miało korzenie w Polsce. Moim zdaniem obecnie młode zawodniczki w trakcie kariery wyjeżdzają z Polski, aby w innych krajach rozwijać swoje umiejętności. Nie należy się im dziwić. W naszym kraju tenis to niestety dalej niszowa dyscyplina, gdzie dofinansowanie na rozwój młodych zawodników i utrzymanie tych najlepszych są znikome lub wcale ich nie ma. Miejmy nadzieję, że niedługo się to zmieni. Są ku temu powody, ponieważ na nowego prezesa PZT został wybrany Krzysztof Suski, biznesmen, który sam stwierdził, że nie jest dobrze i zadeklarował, że będzie wykładał co roku na kwestie tenisowe milion złotych. I to z własnej kieszeni. Oby się wszystko udało, bo zaplecze tenisowe mamy dobre. Wystarczy tylko chcieć.
https://www.facebook.com/FelietonyTenisowe
czwartek, 13 czerwca 2013
Tenisowa ekstrawagancja.
Większość fanów tenisa z całą pewnością pamięta początki kariery sióstr Williams i ich (moim zdaniem totalnie nieudolne) "eksperymenty" na swoim ubiorze. Nie było meczu, kiedy nie miały we włosach słynnych koralików, które rozsypywały się po korcie. Pamiętam mecz, kiedy Serena miała na sobie lateksowe getry, obcisłą koszulkę odsłaniającą brzuch i... dżinsową spódniczkę. Venus była "słynna" też z noszenia cielistej bielizny, co spowodowało równie duży szum w środowisku tenisowym. I nie tylko. Nikomu nawet nie śniło próbować dorównywać wyglądem do Amerykanek. Jednak gdzieś z boku swoją karierę powoli "rozkręcała" ich rodaczka Bethanie Mattek-Sands. I tu tytułowa ekstrawagancja w stroju tenisowym sięgnęłą granic. Można powiedzieć, że ta zawodniczka uświadomiła nam, że nie ma elementu, którego nie można na siebie założyć w trakcie meczu. I nie zawsze się to opłacało.
W 2005 podczas US Open dostała karę pieniężną za grę w... kapeluszu kowbojskim. Rok później w Wimbledonie mogliśmy ja zobaczyć w piłkarskich getrach (które zachowała do dziś, ale jak tłumaczy, jest to spowodowane kłopotami z krążeniem krwi), spodenkach do biegania, długich wiszących kolczykach. Mało? Kilka miesięcy później wystąpiła w Nowym Jorku w podkolanówkach i koszulce z postrzępionymi rękawami. Jak można zauważyć, nie zaprzestał szokować strojem. W niektórych spotkaniach jej znak rozpoznawczy to specjalne plastry, które zostały umieszczone.. pod oczami. Rzeczą normalną już jest też to, że Mattek-Sands nie używa specjalnych butów tenisowych, tylko te... koszykarskie. Z niecierpliwością czekam również na jej nowy kolor włosów. Co nas czeka po niebieskim?
Image Amerykanki nie przekładała się tak bardzo na jej wyniki na korcie. Nie wygrała żadnego turnieju w singlu, chociaż cztery razy była w finałach, ale mniejszych imprez. Bethanie jest za to o wiele lepszą deblistką.
Na swoim koncie ma 21 finałów, z czego aż 12 wygranych. Może się też pochwalić jednym zwycięstwem w turnieju wielkoszlemowym (w ubiegłym roku w mikście w parze z Horią Tecau wygrała Australian Open). Wracając do meczów singlowych, to zupełnie zaskoczyła nas w tegorocznym turnieju w Stuttgarcie, gdzie po udanym przejściu kwalifikacji, gdzie broniła nawet dwóch piłek meczowych doszła aż do półfinału, pokonując m.in. Sarę Errani. Nie sprostała Na Li, której zrewanżowała się w Paryżu.
Nie należy zapominać, że większość zawodniczek próbuje zaimponować widzom swoimi strojami. Można tu za przykład podać chociażby Marię Sharapovą. Podczas któregoś z turniejów na Flushing Meadows Rosjanka zaprojektowała na sesję wieczorną czarną sukienkę wysadzaną kryształami Svarovskiego. Temat ubioru pań na tenisowych kortach jest bardzo rozległy, ale lepiej nie pogłębiam go, bo to nie blog modowy.
Osobiście nie mam zdania co do stylu ubierania się Bethanie. Jest ona nieprawdopodobnie barwną postacią na kortach, dzięki której od razu się uśmiechamy. Szkoda tylko, że jak już wspomniałem, nie odzwierciedla to tak bardzo techniki gry i wyników osiąganych przez Amerykankę. Gdyby tak było, jestem pewien, że byłaby to liderka rankingu. Ale mam nadzieję, że ta zawodniczka nie zakończy jeszcze swojej kariery i nie raz zaszokuje swoim strojem.
Bethanie Mattek-Sands - jak się (nie) ubierać
https://www.facebook.com/FelietonyTenisowe
W 2005 podczas US Open dostała karę pieniężną za grę w... kapeluszu kowbojskim. Rok później w Wimbledonie mogliśmy ja zobaczyć w piłkarskich getrach (które zachowała do dziś, ale jak tłumaczy, jest to spowodowane kłopotami z krążeniem krwi), spodenkach do biegania, długich wiszących kolczykach. Mało? Kilka miesięcy później wystąpiła w Nowym Jorku w podkolanówkach i koszulce z postrzępionymi rękawami. Jak można zauważyć, nie zaprzestał szokować strojem. W niektórych spotkaniach jej znak rozpoznawczy to specjalne plastry, które zostały umieszczone.. pod oczami. Rzeczą normalną już jest też to, że Mattek-Sands nie używa specjalnych butów tenisowych, tylko te... koszykarskie. Z niecierpliwością czekam również na jej nowy kolor włosów. Co nas czeka po niebieskim?
Image Amerykanki nie przekładała się tak bardzo na jej wyniki na korcie. Nie wygrała żadnego turnieju w singlu, chociaż cztery razy była w finałach, ale mniejszych imprez. Bethanie jest za to o wiele lepszą deblistką.
Na swoim koncie ma 21 finałów, z czego aż 12 wygranych. Może się też pochwalić jednym zwycięstwem w turnieju wielkoszlemowym (w ubiegłym roku w mikście w parze z Horią Tecau wygrała Australian Open). Wracając do meczów singlowych, to zupełnie zaskoczyła nas w tegorocznym turnieju w Stuttgarcie, gdzie po udanym przejściu kwalifikacji, gdzie broniła nawet dwóch piłek meczowych doszła aż do półfinału, pokonując m.in. Sarę Errani. Nie sprostała Na Li, której zrewanżowała się w Paryżu.
Nie należy zapominać, że większość zawodniczek próbuje zaimponować widzom swoimi strojami. Można tu za przykład podać chociażby Marię Sharapovą. Podczas któregoś z turniejów na Flushing Meadows Rosjanka zaprojektowała na sesję wieczorną czarną sukienkę wysadzaną kryształami Svarovskiego. Temat ubioru pań na tenisowych kortach jest bardzo rozległy, ale lepiej nie pogłębiam go, bo to nie blog modowy.
Osobiście nie mam zdania co do stylu ubierania się Bethanie. Jest ona nieprawdopodobnie barwną postacią na kortach, dzięki której od razu się uśmiechamy. Szkoda tylko, że jak już wspomniałem, nie odzwierciedla to tak bardzo techniki gry i wyników osiąganych przez Amerykankę. Gdyby tak było, jestem pewien, że byłaby to liderka rankingu. Ale mam nadzieję, że ta zawodniczka nie zakończy jeszcze swojej kariery i nie raz zaszokuje swoim strojem.
Bethanie Mattek-Sands - jak się (nie) ubierać
https://www.facebook.com/FelietonyTenisowe
Subskrybuj:
Posty (Atom)